Dokładnie 10 lat temu, 22 marca 2001 roku zmarł w wieku 69 lat jeden z najbardziej radykalnych i bezkompromisowych kapelanów środowisk niepodległościowych, ks. Adolf Chojnacki. W latach osiemdziesiątych należał do absolutnej czołówki duszpasterzy "Solidarności" odgrywając w Krakowie - wespół z ks. Kazimierzem Jancarzem, rolę porównywalną do tej, jaką w Gdańsku pełnił ks. Henryk Jankowski, a w Warszawie ks. Jerzy Popiełuszko i ks. Stanisław Małkowski. Z tego grona jest to równocześnie postać najmniej znana, może więc okrągła rocznica jego śmierci stanie się okazją do przypomnienia kilku faktów z niezwykle ciekawego życia tego odważnego kapłana i gorącego patrioty. Szerszemu gronu czytelników postać ks. Chojnackiego przybliżył kilka lat temu ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski w swojej doskonałej pracy "Księża wobec bezpieki". Z uznaniem pisał w niej o wieloletnich zmaganiach ks. Chojnackiego z esbecją, oraz jego niezłomnej antykomunistycznej postawie, która dla działaczy opozycyjnych była ważnym świadectwem i przykładem, zwłaszcza w okresie stanu wojennego.

 

Wówczas właśnie ks. Chojnacki jako kapelan Solidarności odprawiał w Bieżanowie słynne msze św. w intencji Ojczyzny, na które zjeżdżali działacze i sympatycy podziemia nie tylko z Krakowa. Obok nowohuckich Mistrzejowic, był to drugi ważny punkt na mapie krakowskich świątyń udzielających schronienia działaczom opozycji. Bieżanowski proboszcz słynął z płomiennych homilii, w których często nawiązywał do „białych plam” w historii Polski, głośno mówił o mordzie katyńskim i innych zbrodniach stalinowskich. Ksiądz dbał szczególnie o patriotyczny wystrój kościoła i podtrzymywanie świadomości historycznej wiernych, poprzez organizowanie nabożeństw w rocznice ważnych dat z dziejów najnowszych. Bardzo szybko Kościół w Bieżanowie stał się prawdziwym bastionem opozycji krakowskiej a charyzmatyczny kapłan zaczął odgrywać rolę bez mała jednego z jej liderów. We wcześniejszych latach dał się poznać jako niezwykle sprawny organizator, świetny duszpasterz młodzieży, radykalny działacz kościelnych ruchów trzeźwościowych i budowniczy kilku kościołów, ale dopiero lata osiemdziesiąte przyniosły prawdziwą eksplozję jego inicjatyw. Przychodząc do Krakowa na dwa miesiące przed wprowadzeniem stanu wojennego był doświadczonym kapłanem z 25-letnim stażem, zaprawionym w bojach z władzami komunistycznymi i dobrze znanym krakowskiej bezpiece, która rozpracowywała go od 1956 roku, kiedy został wyświęcony na księdza.

 

 Ks. Adolf Chojnacki był uznawany przez reżim i esbecję za wyjątkowo niebezpiecznego przeciwnika. Nazywany "politykierem w sutannie", "kościelnym ekstremistą", oskarżany o wykorzystywanie ambony do celów pozareligijnych, był obiektem wyjątkowo perfidnych metod inwigilacji i  - jak to się ładnie nazywało - kombinacji operacyjnych stosowanych przez SB. Po nieudanym werbunku księdza na tajnego współpracownika w 1962 roku, bezpieka rozpoczęła wyjątkowo brutalną a zarazem wyrafinowaną grę mającą na celu z jednej strony skompromitowanie księdza w oczach parafian jak i księży, a z drugiej skonfliktowanie charyzmatycznego kapłana z przełożonymi kościelnymi oraz ze współpracownikami z opozycyjnych struktur. W żargonie esbeckim nazywano to neutralizacją, co ciekawe w przypadku księdza Chojnackiego, plan zakładał nawet fizyczną eliminację wyjątkowo niepokornego księdza. Bardzo ciekawie o inwigilacji księdza Chojnackiego pisze w jednym z numerów Biuletynu IPN historyk Adam Dziurok (odsyłam do lektury artykułu w linku poniżej notki – tekst „szczypanie ks. Chojnackiego” dostępny w PDF). Ze względu na to, że są to dość znane informacje, zwłaszcza po publikacji książki ks. Zaleskiego, w tej notce nie ma sensu chyba przypominać tych faktów. Warto natomiast nakreślić kilka mniej znanych wątków biografii tego nietuzinkowego kapłana.

 

 Po przybyciu do parafii w Krakowie - Bieżanowie początkowo ksiądz Chojnacki aktywnie działał duszpastersko zwłaszcza w środowisku robotniczym i rolniczym. To właśnie na plebanii i w pomieszczeniach parafialnych odbył się pierwszy po delegalizacji NSZZ „S” tajny zjazd przywódców „Solidarności” Rolników Indywidualnych z ośmiu województw, któremu przewodniczył organizator Ogólnopolskiego Komitetu Oporu Rolników (OKOR), Józef Teliga z Kielc. Ksiądz aktywnie włączył się również w niezależny ruch wydawniczy. Duży ośrodek niezależnej poligrafii stworzony przez niego i jego parafian w pomieszczeniach gospodarczych u jednego z podkrakowskich rolników okazał się jednym z najlepiej działających tego typu punktów w całym regionie. Ks. Chojnacki brał udział głównie w kolportażu (przerzucał m.in. literaturę religijną na Słowację), pośredniczył w dostawach papieru, sprzętu poligraficznego (m.in. nowoczesnego offsetu ze Szwecji), oraz pieniędzy na działalność wydawniczą. Drukarnia działała bez wpadki aż do 1989 roku.

 

    Ks. Adolf Chojnacki szerzej zasłynął w 1985 roku, kiedy jako administrator  parafii w Krakowie - Bieżanowie udzielił schronienia i opieki grupie działaczy niepodległościowych, którzy  zwrócili się do niego z prośbą o pomoc w organizacji protestu głodowego przeciwko łamaniu praw człowieka, prześladowaniu Kościoła, rosnącej arogancji władz państwowych i w obronie więzionych za przekonania. Jedną z inicjatorek i uczestniczek tej akcji była Anna Walentynowicz. Protest był ewenementem w skali całego kraju. Rozpoczął się 19 lutego 1985 roku, cztery miesiące po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki, a zakończył 31 sierpnia 1985 roku, w piątą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych. Trwał 194 dni. W 45 letniej historii PRL był to  najdłużej trwający protest głodowy przeciwko komunistycznemu porządkowi państwa. Wzięła w nim także udział rekordowa ilość 387 osób z 67 miejscowości. Ks. Chojnacki nie tylko gościł w swojej parafii protestujących, ale udzielał im czynnego wsparcia, co zresztą było powodem jego przeniesienia z Bieżanowa przez władze kościelne. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że stało się to z inspiracji bezpieki, która intensywnie inwigilowała uczestników głodówki, a zwłaszcza jej gospodarza. Wydaje się, że przeniesienie ks. Chojnackiego z Bieżanowa zostało ostatecznie przesądzone po zorganizowanej przez niego wśród parafian spektakularnej akcji bojkotu wyborów do Sejmu PRL, które odbyły się w październiku 1985 roku. Już na kilka miesięcy przed wyborami ksiądz wzywał wiernych, aby w dniu głosowania pozostali w domach i nie uczestniczyli w - jak sam określał - „zbiorowym kłamstwie” i „komedii demokracji w wydaniu komunistycznym”. Ten sposób argumentowania wyjątkowo drażnił władze, chcące zachować pozory normalnie funkcjonującego państwa, dlatego też właśnie na przełomie 1985 i 86 roku ataki na niepokornego duchownego nasiliły się.

 

 Ostatecznie na początku 1986 roku ks. Chojnacki został przeniesiony z Krakowa do maleńkiej górskiej parafii Juszczyn leżącej między Suchą Beskidzką a Makowem Podhalańskim. Przeniesienie ks. Chojnackiego na prowincję wywołało w krakowskim środowisku działaczy opozycyjnych gwałtowne protesty. Opozycja oskarżała władze kościelne o uleganie naciskom SB, a w prasie podziemnej pojawiły się nawet zarzuty kolaboracji z władzami, kierowane pod adresem hierarchii kościelnej. Działacze opozycji pisali petycje, listy z podpisami i protesty kierując je do kurii, ponoć nawet wysyłając w sprawie księdza oficjalne pismo do samego Jana Pawła II. Dla niezłomnego kapłana „zsyłka” do Juszczyna była okazją do kontynuacji działalności duszpasterskiej zwłaszcza w kręgu „żołnierzy wyklętych”, członków Zrzeszenia WiN, działaczy zbrojnego podziemia antykomunistycznego, więźniów stalinowskich. To właśnie na Podhalu stał się jednym z ich nieformalnych kapelanów otaczając opieką całe to środowisko. Szczególnie dbał zwłaszcza podtrzymywanie wśród miejscowej ludności pamięci Józefie Kurasiu, czyli słynnym na Podhalu „Ogniu”.  Wtedy też ściśle związał się z radykalnym nurtem opozycji. Częstymi gośćmi w Juszczynie bywali liderzy „Solidarności Walczącej”, a zwłaszcza Konfederacji Polski Niepodległej, która zresztą uznawała go za swojego duszpasterza.

 

      Ks. A. Chojnacki będąc w Juszczynie nie zerwał kontaktów ze środowiskiem krakowskim. Często u schyłku lat osiemdziesiątych można było go spotkać w Mistrzejowicach na czwartkowych mszach św. za Ojczyznę. I chociaż różnili się z ks. Jancarzem znacznie, chociażby na tle stosunku do „okrągłego stołu”, który ks. Chojnacki oceniał niezwykle negatywnie jako podejrzaną ugodę z komuną, nie przeszkadzało im to podejmować wspólnych inicjatyw w odradzającej się opozycji. Współpracowali intensywnie zwłaszcza przygotowując Konferencję Praw Człowieka w Mistrzejowicach w lecie 1988 roku, oraz organizując coroczne pielgrzymki Świata Pracy na Jasną Górę.

Proboszczem w parafii w Juszczynie ks. Chojnacki pozostał do października 1993 roku, kiedy to niespodziewanie poprosił kard. Macharskiego o wyrażenie zgody na wyjazd do pracy duszpasterskiej na misjach. Z żalem i rozgoryczeniem po zwycięstwie wyborczym SLD wspominał: Trudno mi było żyć w kraju na powrót rządzonym przez komunistów, z którymi tyle się nawojowałem, a i „Solidarność” była wówczas już nie ta co dawniej. Pracę misyjną w krajach byłego obozu komunistycznego podjął niewątpliwie z pobudek patriotycznych. Wybrał trudną pracę wśród Polaków na rumuńskiej Bukowinie, by po dwóch latach przenieść się do Łucka w diecezji lwowskiej na Ukrainie. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia powrócił do kraju pod koniec 1997 roku i ponownie zaskoczył tych, którzy go znali, odrzucając propozycję objęcia stanowiska proboszcza parafii w Nowym Targu i ogłaszając, że przechodzi na wcześniejszą emeryturę. Wówczas jeszcze włączył się w głośną sprawę krzyża papieskiego na Żwirowisku w Oświęcimiu, zostając kapelanem obrońców tegoż krzyża. W ostatnich latach życia zamieszkał w Domu Księży w Makowie Podhalańskim, gdzie 22 marca 2001 roku zmarł nagle na atak serca. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Juszczynie. Za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie w 2007 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

   Większość osób, które miały okazję współpracować z ks. Adolfem Chojnackim wspomina go jako niezwykle odważnego i prawego człowieka oraz gorliwego kapłana. Powszechnie podkreślana jest jego bezkompromisowość, radykalizm i głębokie niepogodzenie z systemem komunistycznego zniewolenia. Cechy te wynikały bez wątpienia z jego osobistych doświadczeń i zmagań z ustrojem oraz funkcjonariuszami aparatu bezpieczeństwa. Działacze podziemia darzyli go ogromnym szacunkiem i uznaniem zwłaszcza za jego wieloletnie niezłomne trwanie w oporze przeciwko władzy i piękne świadectwo, które dawał im swoim życiem i postawą. Miał wyjątkowy dar przyciągania do siebie ludzi, zwłaszcza tych pokrzywdzonych przez władze, represjonowanych i odrzuconych. Dlatego pewnie opiekował się żołnierzami Polski Podziemnej będąc ich kapelanem i przyjacielem. Szczególnie mocno związany był z ugrupowaniami niepodległościowymi, gdyż sprawę odzyskania przez Polskę pełnej niepodległości zawsze traktował priorytetowo.Posiadał silne cechy przywódcze, jednak nie eksponował zbytnio swojej roli jako lidera podziemia. Adam Macedoński, jeden z najbardziej znanych krakowskich opozycjonistów tamtych lat charakteryzując postać i działalność ks. Chojnackiego zauważył:

     To był człowiek niezłomny, miał wielką siłę oddziaływania, gdyż jego czyny były konsekwencją słów, które głosił. Ale równocześnie był przy tym bardzo skromnym człowiekiem i unikał rozgłosu. Dla mnie był wzorem takiego XIX wiecznego powstańca – odważnego aż do zuchwałości. Poza tym zawsze mogłem na niego liczyć jeśli chodziło o sprawę katyńską, którą nosił głęboko w sercu.

      Przeciwnicy duszpasterza zarzucali mu natomiast zbytnie narażanie się władzom, prowokowanie i pozostawanie na „wojennej ścieżce” z hierarchią kościelną. Bez wątpienia. wywoływał skrajne emocje i elektryzował środowisko, w którym działał. Był buntownikiem, który z trudem także podporządkowywał się wymaganiom przełożonych, ale nigdy w swoim życiu nie przekroczył cienkiej de facto linii między polityką a duszpasterstwem. Owszem, balansował na niej, ale zawsze podkreślał, że w pierwszej kolejności jest księdzem, potem dopiero działaczem i społecznikiem.  Dla wielu był przede wszystkim patriotą, który uczył jak kochać Boga i Ojczyznę.

Gdzie stałby dziś?

 

http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/24/1339/